Bartek Wróbel – wspomnienia ze szlaku cz. 1

Wczorajsza wyczerpująca wędrówka po Tatrach spowodowała, że obudziłem się dziś rano… dumny z siebie. Nie udało się co prawda zrealizować pewnego szalonego planu, który zrodził się w mojej głowie jakiś czas temu, ale przez to zyskała życie nowa myśl, że to będzie wyzwanie na przyszłość. Wczoraj wraz z przyjaciółmi przegraliśmy z dystansem, czasem, własnymi siłami, bólem kolan i odciskami. Do głosu doszło racjonalne myślenie, że to jest misja na ten czas niemożliwa do wykonania. Wczoraj to już jednak odległa przeszłość…

Gdy zacząłem swoją przygodę z górami jakieś trzy miesiące temu nie sądziłem, że w tak krótkim czasie uda się zdobyć tyle szczytów i zaliczyć tak wiele tatrzańskich szlaków. Pamiętam doskonale swój pierwszy wypad w góry na Wysoką, ale nie tą w Tatrach tylko tą w Pieninach. Zaledwie 1050 m n.p.m, które wydawały się na tamten czas szczytem moich możliwości. Trasa obnażyła wszystkie słabości, braki kondycyjne, przygotowanie, ale dała również coś od siebie. Pozwoliła zrozumieć dlaczego warto w ogóle wdrapywać się w pocie czoła na szczyt góry, dlaczego warto tracić siły, poświęcać swój czas na takie a nie inne zajęcie. Góry dają wycisk, uzmysławiają jacy jesteśmy mali wobec ich potęgi. W przeciwieństwie do nas one są stałe, niezmienne, jakby obojętne wobec otaczającego je świata. Nie próbują z nim walczyć, są raczej obserwatorami. Pozwalają na to żeby je kosztować, podziwiać, obcować z nimi, ale każą tych, którzy je lekceważą i bardzo często nie wybaczają błędów. Góry uczą powagi, roztropności, wytrwałości w dążeniu do celu. Pozwalają wciąż przesuwać niewidzialną granicę naszej wytrzymałości. Nie raz sprowadzają do parteru dając do zrozumienia jak wiele pracy jeszcze przed nami. Uczą pokory, często zrównując z ziemią nasze wybujałe ambicje i przeświadczenie, że już jesteśmy zdolni do wszystkiego. Zawsze dają lekcję na przyszłość z której bez wątpienia warto skorzystać.

]

Trzy miesiące temu byłem dumny z tego, że wszedłem i zszedłem szczęśliwie ze swojego pierwszego szlaku. Zrodziło się wtedy we mnie marzenie, żeby kiedyś w odległej przyszłości zdobyć jakiś znaczący szczyt. Na tamten czas tym nieosiągalnym był nawet najbardziej popularny Giewont. Myślałem sobie, że w tym roku pochodzę trochę po dolinach tatrzańskich zahaczając może o jakieś pomniejsze i łatwo dostępne wierzchołki. To było jednak trzy miesiące temu a od tamtego czasu wszystko się zmieniło. Tak jak i ja się zmieniłem w swoim spojrzeniu na góry i wszystko co się z nimi wiąże. Wtedy snułem daleko perspektywiczne plany bez specjalnego planu i pomysłu na ich realizacje. Wydawało mi się, że ten sezon będzie rokiem spod znaku dolin. Przyjdzie jesień, zima i trzeba będzie czekać aż do wiosny bądź lata na to, żeby móc wrócić na szlak. Ani przez myśl mi nie przeszło, żeby w ogóle znaleźć się na szlaku jak spadnie choćby centymetr śniegu. Z przerażeniem patrzyłem na zdjęcia odnalezione w internecie na których inni chwalą się tym, że przeszli osławioną już Orlą Perć. Myślałem sobie, może kiedyś i mi się uda, ale biorąc pod uwagę mój lęk przed przestrzenią i wysokością…kiedy to będzie !? Raczej taka była moja refleksja. To było jednak trzy miesiące temu…Tak niewiele czasu minęło od tamtego dnia a tak wiele się zmieniło.

Dziś mam już ,,na koncie” dość sporo. Tylko z grubsza wymieniając – Grześ, Rakoń, Wołowiec, Hale Ornak, Ciemniak, Tomanową Dolinę, Dolinę Małej Łąki, Krzesanice, Małołączniak, Kopę Kondracką, Giewont, Rysy, Czarne Stawy na Hali Gąsienicowej i pod Rysami, wszystkie szlaki prowadzące do Czerwonych Wierchów, Kasprowy Wierch, Przełęcz Liliowe, Przełęcz Świnicką i sam szczyt Świnicy, Trasę na Kasprowy Wierch z Kuźnic, Kościelec, Przełęcz Mięguszowiecką, Szpiglasowy Wierch, Wrota Chałubińskiego, Przełęcz Krzyżne i część Orlej Perci Z Krzyżnego do Granatów i wiele innych. W zasadzie od polskiej strony Tatr została mi tylko część Orlej Perci i Żleb Kulczyńskiego oraz Tatry Zachodnie z regionem Starorobociańskiego Wierchu. Wszystko na pewno jeszcze w tym rok. Mam nadzieję, że jeszcze przed opadami śniegu. Tatry zimą mają być bowiem kolejnym rozdziałem przygody z górami. Rozdziałem który chciałbym zacząć pisać po zdobyciu większości szczytów w okresie letnim. Nie mogę się już doczekać…

Tatry słowackie czekają na wiosnę a dalej to już tylko Alpy i to jest na ten moment marzenie największe, ale jednocześnie najbardziej odległe w czasie. Rzeczywistość i plany zmieniają się jednak szybko co pokazały ostatnie miesiące. Kto więc wie, może wcześniej……..Z całą pewnością góry pochłonęły mnie bez końca, dały siłę, wiarę we własne możliwości i niesamowitą energię do działania i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Wiem, że są ludzie, którzy z góry patrzą na takie osoby jak ja które dopiero zaczynają swoją przygodę. Ja za to patrzę na nich z pozytywną zazdrością i podziwem bo wiem, że to oni dają impuls do działania, poszerzają horyzonty, zarażają swoją pasją, zaszczepiają marzenia. Życzę im wszystkiego dobrego i spełniania ich marzeń, ja właśnie gonię swoje. Tym do których mi bliżej, tym którzy tak jak ja zaczynają życzę dużo wytrwałości, samozaparcia, wiary, odwagi, siły, determinacji, ale również rozwagi, pokory i spokoju. Każdy z nas ma w danym czasie swój własny Mt Everest. Ważne żeby go zdobyć i następnie wyznaczyć sobie nowy…i tak bez końca.

Wszystkiego dobrego, a przede wszystkim spełnienia marzeń dla wszystkich miłośników górskich wędrówek. Do zobaczenia na szlaku…
Bartek Wróbel

Masz własne wspomnienia? Chcesz się z nimi podzielić? Wyślij do nas tekst i zdjęcia. Z chęcią opublikujemy na naszej stronie. Nasz mail: tatry24eu@onet.pl.

Author: admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *